poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Klimat

Tak się przypadkiem poskładało w życiu, że to moja ostatnia prosta, by stać się geografem. Widziałem już wiele kłótni, na temat zmian klimatycznych. Ludzi wszelakiej maści. Naukowców, pseudonaukowców, pasjonatów i ignorantów. I zawsze mnie fascynowało, jak to z tym klimatem jest. Naprawdę trudno dotrzeć do dobrych opracowań. Ale…

Co zastanawiające. Na początku XIX wieku odkryto rolę dwutlenku węgla w procesie fotosyntezy. Wtedy świat nauki przekonany był, że wie o tym gazie już niemal wszystko. Jednak w tym samym czasie pojawiło się pytanie, dlaczego Słońce nie jest w stanie rozgrzać Ziemi do czerwoności. Zaczął się nad tym zastanawiać matematyk, Jean Baptiste Fourier. Obliczył bilans energetyczny Ziemi i Słońca i wyszło, że Ziemia powinna być zupełnie zmrożona, z temperaturą średnią -15 stopni Celsjusza. Ale tak nie było. Czyli nie całe ciepło czmycha z naszej atmosfery. Część w jakiś sposób musi zostać zatrzymana.

Do tematu powrócono w Szwecji na początku XX wieku. Chemik Svante Arrhenius przekonywał swój naród, by w ramach ocieplenia chłodnego szwedzkiego klimatu zwiększał spalanie węgla. Większa ilość dwutlenku węgla w atmosferze miała przyczynić się do ocieplenia klimatu. Tym samym tematem nieco później zajął się klimatolog Michaił Budyko, który miał podobny pomysł, by pozbawić lodów Syberię.
Jednak temat gazów szklarniowych był w nauce zupełnie marginalny. W podręcznikach akademickich z lat siedemdziesiątych występował bardzo sporadycznie. Pierwszy pomiar dwutlenku węgla w powietrzu i wodzie oceanicznej przeprowadzono w 1958 roku (badania bezpośredniej zawartości dwutlenku węgla w atmosferze wykonywano od 1812 roku do połowy XX wieku, także przez wybitnych naukowców analitycznymi metodami, jednak Międzynarodowy Zespół do spraw Zmian Klimatu z tylko sobie znanych przyczyn postanowił te badania w swych raportach odrzucić) . I to pomiary od 1958 roku są dziś koronnym dowodem na winę człowieka w sprawie ocieplenia klimatu. Mimo, że jeszcze w 1970 roku cały świat naukowy wieścił nadejście epoki lodowej.

Obraz ocieplającej się planety wyłonił się z badań zawartości dwutlenku węgla w rdzeniach lodowych Antarktydy. Badania te potwierdziły, że klimat się ociepla. Jednak nie mówi się już zupełnie o stwierdzonym fakcie, że zawartość dwutlenku węgla w powietrzu pobranym z lodu jest od 30 do 50% mniejsza, niż rzeczywiście była w atmosferze. Tak więc rdzenie lodowe zupełnie nie nadają się do analizowania składu chemicznego atmosfery.

Jakie zaś są fakty. Od kilku ładnych lat temperatura na świecie nie rośnie, a raczej maleje. Jej maksimum przypadło na rok 1998. Przez ostatnie 10 lat roczny przyrost dwutlenku węgla ze spalania paliw kopalnych i procesów przemysłowych zwiększył się trzykrotnie. Zgodnie więc z hipotezą lansowaną przez IPCC – Międzynarodowy Zespół do spraw Zmian Klimatu – temperatura powinna się podnieść, a nie obniżyć.

W XX wieku całe ocieplenie klimatu wyniosło 0,74 stopnia Celsjusza. Jednak coraz to nowe doniesienia mówią nam o zimie w miejscach, gdzie do tej pory jej nie było.
Co ciekawe, modele komputerowe IPCC nie są zbyt zgodne z rzeczywistością. Są raczej projekcją poglądów ludzi, którym na ociepleniu klimatu zależy. Modele mówią, że efekt cieplarniany wywołany emisją dwutlenku węgla przez człowieka, spowoduje największe ocieplenie w rejonach polarnych. Szacuje się, że temperatura w tych rejonach może wzrosnąć nawet o 12 stopni Celsjusza. Badania temperatury w rejonach polarnych w latach 1930 – 1990 mówią o obniżeniu temperatury średnio o 2 stopnie Celsjusza.

Jednak w sprawach zmian klimatu najwięcej do powiedzenia mają najbogatsi. Najbogatsi, którzy przestali być już dominującymi emitorami dwutlenku węgla. Dzięki nowej technologii coraz bardziej emisje ograniczają. Państwa wciąż rozwijające się nie mogę sobie na zmniejszenie emisji pozwolić bez drastycznych cięć wydatków. A przecież rozchodzi się o handel emisjami. Lobby jednak jest tak silne, a w grę wchodzą tak wielkie pieniądze, że raczej trudno polityków i naukowców podejrzewać o zdrowy rozsądek i obiektywne działanie.

Wniosek jest prosty, z powodu zmiennych cyklów Słońca, lodowce topnieją. Jednak chyba przeceniamy się mówiąc, że jesteśmy tak istotną jednostką w łańcuchu przemian Ziemi, że wpływamy na nią tak drastycznie. Chodzi raczej o pieniądze, nie o prawdę.

Korzystałem z opracowań Zbigniewa Jaworowskiego i Adama Zubka.

1 komentarz:

  1. Teoria IPCC mówiąca o istotnym znaczeniu emisji CO2 i innych gazów cieplarnianych przez człowieka na zmianę klimatu jest delikatnie mówiąc kontrowersyjna. Coraz częściej przeciętni ludzie, bo naukowcy już dawno, mówią krótko: "bzdura".

    Jak jednak wspomniałeś istotą są pieniądze. Dofinansowanie badań zgodnych z kluczem zagadnień IPCC jest stosunkowo łatwo dostępne, stąd fala tendencyjnych publikacji. Jakby tego było mało w literaturze popularno-naukowej, a więc tej dostępnej przeciętnemu człowiekowi, pisanej zrozumiałym dla niego językiem, podkreśla się dane potwierdzające spekulacje IPCC bardzo często przemilczając informacje podważające te dane lub ich istotność. Ewentualne sprostowania albo się nie ukazują, albo są napisane drobnym maczkiem, choć nie zawsze.

    Masz rację, że lobby jest silny. Ostatnimi czasy lobby firm żarówkowych (głównie Philips i Osram) w Europie spowodowało uchwalenie stopniowego wygaszania żarówek "nieenergooszczędnych". Miało być oszczędniej dla portfela, środowiska i tym samym zmniejszać wpływ człowieka na ocieplenie klimatu. I tu właśnie przykład pojawienia się sprostowania. Sprostowania, które musiało czekać długo. Otóż żarówki "energooszczędne" wcale takimi nie są. Mogą być, o ile zostaną spełnione pewne warunki. Jakby tego było mało zużyte żarówki "energooszczędne" są szkodzą środowisku. Nie można ich po prostu wyrzucić do kosza. Trzeba je recyklingować. Oczywiście nikt za darmo tego nie zrobi, wszystko zostało wliczone w cenę żarówek.

    Najbardziej dziś mnie zastanawia jak lobby powiązane z tezą IPCC zareaguje na erupcję Eyjafjallajökull, która może nie tylko trwać dwa lata jak w 1812 roku, ale dodatkowo obudzić Katlę.
    Wygląda na to, że cały bój Europy (bo to Europa w znaczeniu UE najbardziej się przejęła redukcją gazów cieplarnianych) poszedł z pyłem wulkanicznym.

    Oczywiście zmniejszanie emisji gazów zarówno cieplarnianych jak i ochrona środowiska są jak najbardziej pozytywne, ale nie ze względu na wpływ człowieka na ocieplenie klimatu. Po prostu lepiej oddychać czystym powietrzem, kąpać się w czystych jeziorach czy rzekach i jeść papu z jak najmniejszą ilością sztucznych dodatków.

    OdpowiedzUsuń