"Gdy Czeczen potrąci autem drugiego Czeczena, powinien szybko odszukać starców z jego klanu i opowiedzieć, co się stało. Jeżeli wypadek był nieumyślny, starcy mrukną: "Wola Allaha!", a potem rozejdą się, żeby przygotować pogrzeb. To wszystko.
Czeczen, który przyłapie swą żonę z kochankiem ma dwa wyjścia. Może oboje zabić albo obojgu wybaczyć. Gdy zabije tylko kochanka, staje się mordercą. Krewni zabitego będą go tropić, aby pomścić przelaną krew. Gdy nie znajdą, dopadną syna. Winę dziedziczy się, jak dom albo kindżał."
Wojciech Górecki, Planeta Kaukaz, Wydawnictwo Czarne - Wołowiec 2010.
Chcę na Wschód.
piątek, 23 grudnia 2011
środa, 3 sierpnia 2011
Nieznajowa
Zawsze mnie urzekały nieco brudne książki. Ale nie jakieś perwersyjne. Tylko pełne życia. Takiego życia, co nie do końca ma ochotę rozpieszczać. Życia, które nie lubi, jak się z nim pieści. Więc ‘Opowieści Galicyjskie’ nie mogły mnie nie zaczarować. Zresztą ‘Wino Truskawkowe’ też. I zupełnie nieważne gdzie się w życiu jest. Ważne jest z kim. I Beskid Niski to zawsze był taki magiczny, nieco odległy miraż. Wiadomo było, że takie miejsce jest. Że jest tam jeszcze dość pierwotnie. I to sugerowało, że dzieją się tam niezwykłe rzeczy. No i się dzieją…
Jest coś pięknego w nazwie ‘Nieznajowa’. Jedzie się i jedzie na to południe i jakoś tak tej Nieznajowej nie widać. Jakby rzeczywiście chciała być mirażem. W mijanych w Beskidzie Niskim wioskach życie toczy się bardzo powoli. Bardzo spokojnie. Jedną z większych miejscowości jest Krempna. Ale większa nie oznacza wcale duża. Potem jest las. Znak, że na drodze mogą być Rysie. I bardzo niepozorna droga w bok. Koło drogi mieszka kierunkowskaz do nieistniejącej Nieznajowej.
Wzdłuż polnej drogi mieszkają od zawsze łemkowskie krzyże. Droga jest dziurawa, jak cholera. Jest dosłownie kilka zabudowań. Potem rzeka. To absolutny koniec jazdy. Przez rzekę trzeba przejść w bród – jak jest na tyle łaskawa, że na to pozwala.
Studencka chatka w Nieznajowej to niepozorny domek, za którym jest drewutnia. Leży u zbiegu Wisłoki i Zawoi. Te dwa potoki akurat potrafią być bardzo wzburzone. Czasem kradną prowizoryczny mostek i odcinają na krótki czas chatkę od świata. W chatce jest spora kuchnia. W jej rogu mieszka stary kamienny piec. Palenie w nim to mały rytuału. W kuchni wspólnie się żyje. I nie znaczy to absolutnie nic, ale wszyscy mieszkający akurat w chatce wiedzą doskonale, co robić z każdą darowaną w Nieznajowej minutą. Woda jest w studni przed domem. Za zakrętem rzeka robi się nieco głębsza – można tam wziąć prysznic. Żeby zrobić ogień, trzeba przynieść drewno (z szeroko pojętego skądkolwiek), pociąć je i porąbać. Potem wysuszyć i podpalić. Wszystko jest wynikiem pracy czyichś rąk. Nic nie bierze się znikąd. Przez to tak duże ma to znaczenie.
I gdy tak chodzę po tych okolicach, wszędzie patrzą na mnie łemkowskie krzyże, łemkowskie cmentarze, cerkwie i wysokie trawy. Co jakiś czas trzeba wejść do rzeki. Potaplać się w błocie. Przeciąć jakąś drogę. Idę i zupełnie nic się nie dzieje. I ten brak akcji po pierwszej chwili szoku staje się błogi. Na początku się wzbraniam, jakoś tak mi dziwnie. Ale po bardzo krótkiej chwili ten stan staje się bardzo potrzebny. Widzę, że polubiliśmy naszą ułomność kontaktów tylko przez klawiaturę. I że co z tego, że możesz zawsze, zewsząd napisać do kogoś parę słów i do niego zadzwonić. Co z tego, gdy prawdziwą radością jest wspólny spacer, piłowanie drewna, a na koniec dnia, wspólne piwo lub wino Bieszczady za 3,50zł.
Ludzie pod względem organizacji swoich światów często żyją tu niezmiennie od wielu lat. I wcale im to nie przeszkadza. Nie widać w nich z tego powodu poirytowania. Choć dla nich to zupełnie normalne. Nie ma o czym gadać. Po prostu codziennie staje się nowy dzień. Ot i wszystko.
Beskid Niski uczy prostoty, której brakuje w naszych codziennych życiach. Przecież muszą być tak do cna spektakularne. Które muszą wyssać z każdej chwili, co tylko ona daje. W których ciągle martwimy się, że jeszcze za mało nam się udało.
W Nieznajowej wszystko się może nie udać. I właśnie dlatego wszystko się udaje.
Zostawię Was z kilkoma zdjęciami. Zdjęć jest nieco ponad 4 minuty i wystarczy kliknąć tutaj.
Jest coś pięknego w nazwie ‘Nieznajowa’. Jedzie się i jedzie na to południe i jakoś tak tej Nieznajowej nie widać. Jakby rzeczywiście chciała być mirażem. W mijanych w Beskidzie Niskim wioskach życie toczy się bardzo powoli. Bardzo spokojnie. Jedną z większych miejscowości jest Krempna. Ale większa nie oznacza wcale duża. Potem jest las. Znak, że na drodze mogą być Rysie. I bardzo niepozorna droga w bok. Koło drogi mieszka kierunkowskaz do nieistniejącej Nieznajowej.
Wzdłuż polnej drogi mieszkają od zawsze łemkowskie krzyże. Droga jest dziurawa, jak cholera. Jest dosłownie kilka zabudowań. Potem rzeka. To absolutny koniec jazdy. Przez rzekę trzeba przejść w bród – jak jest na tyle łaskawa, że na to pozwala.
Studencka chatka w Nieznajowej to niepozorny domek, za którym jest drewutnia. Leży u zbiegu Wisłoki i Zawoi. Te dwa potoki akurat potrafią być bardzo wzburzone. Czasem kradną prowizoryczny mostek i odcinają na krótki czas chatkę od świata. W chatce jest spora kuchnia. W jej rogu mieszka stary kamienny piec. Palenie w nim to mały rytuału. W kuchni wspólnie się żyje. I nie znaczy to absolutnie nic, ale wszyscy mieszkający akurat w chatce wiedzą doskonale, co robić z każdą darowaną w Nieznajowej minutą. Woda jest w studni przed domem. Za zakrętem rzeka robi się nieco głębsza – można tam wziąć prysznic. Żeby zrobić ogień, trzeba przynieść drewno (z szeroko pojętego skądkolwiek), pociąć je i porąbać. Potem wysuszyć i podpalić. Wszystko jest wynikiem pracy czyichś rąk. Nic nie bierze się znikąd. Przez to tak duże ma to znaczenie.
I gdy tak chodzę po tych okolicach, wszędzie patrzą na mnie łemkowskie krzyże, łemkowskie cmentarze, cerkwie i wysokie trawy. Co jakiś czas trzeba wejść do rzeki. Potaplać się w błocie. Przeciąć jakąś drogę. Idę i zupełnie nic się nie dzieje. I ten brak akcji po pierwszej chwili szoku staje się błogi. Na początku się wzbraniam, jakoś tak mi dziwnie. Ale po bardzo krótkiej chwili ten stan staje się bardzo potrzebny. Widzę, że polubiliśmy naszą ułomność kontaktów tylko przez klawiaturę. I że co z tego, że możesz zawsze, zewsząd napisać do kogoś parę słów i do niego zadzwonić. Co z tego, gdy prawdziwą radością jest wspólny spacer, piłowanie drewna, a na koniec dnia, wspólne piwo lub wino Bieszczady za 3,50zł.
Ludzie pod względem organizacji swoich światów często żyją tu niezmiennie od wielu lat. I wcale im to nie przeszkadza. Nie widać w nich z tego powodu poirytowania. Choć dla nich to zupełnie normalne. Nie ma o czym gadać. Po prostu codziennie staje się nowy dzień. Ot i wszystko.
Beskid Niski uczy prostoty, której brakuje w naszych codziennych życiach. Przecież muszą być tak do cna spektakularne. Które muszą wyssać z każdej chwili, co tylko ona daje. W których ciągle martwimy się, że jeszcze za mało nam się udało.
W Nieznajowej wszystko się może nie udać. I właśnie dlatego wszystko się udaje.
Zostawię Was z kilkoma zdjęciami. Zdjęć jest nieco ponad 4 minuty i wystarczy kliknąć tutaj.
środa, 27 lipca 2011
sobota, 9 lipca 2011
Czekam..
Wiesz, po prostu czekam, aż to przejdzie. Może nie czekam. Bo czekanie to stan destrukcyjny. Ale wierzę, że czas to jakoś ukoi. Że ten ciężar spod mostka z czasem stanie się mniejszy. I mniejszy, i mniejszy. Jakby go nigdy nie było. I jeszcze się będziemy z tego śmiali.
Wiesz,
to ja tu zostanę. W melancholii i mgle.
To ja spróbuję Cię zapomnieć. Dobrze?
Wiesz,
to ja tu zostanę. W melancholii i mgle.
To ja spróbuję Cię zapomnieć. Dobrze?
wtorek, 21 czerwca 2011
Po pierwsze..
"Po pierwsze przyjaciele.
A poza tym:
Chcieć niezbyt wiele.
Wyzwolić się z kultu młodości.
Cieszyć się pięknem.
Nie dbać o sławę.
Wyzbyć się pożądliwości.
Nie mieć pretensji do świata.
Mierzyć siebie swoją własną miarą.
Zrozumieć swój świat.
Nie pouczać.
Iść na kompromisy ze sobą i światem.
Godzić się na miernotę życia.
Nie szukać szczęścia.
Nie wierzyć w sprawiedliwość świata.
Z zasady ufać ludziom.
Nie skarżyć się na życie.
Unikać rygoryzmu i fundamentalizmu."
prof. Leszek Kołakowski, "Niezbędnik Inteligenta", 18 września 2004.
Bo szczęście do ktoś do kochania i coś do zrobienia. Aż tyle.
I szczęście jest jeszcze, jak w skrzynce jest mejl, a w nim słowa od dawno
niewidzianego przyjaciela:
"i just remember your smile and desire to enjoy life when i met you!
life is turning a lot isnt it?"
Yes it is Francesc. Indeed.
A poza tym:
Chcieć niezbyt wiele.
Wyzwolić się z kultu młodości.
Cieszyć się pięknem.
Nie dbać o sławę.
Wyzbyć się pożądliwości.
Nie mieć pretensji do świata.
Mierzyć siebie swoją własną miarą.
Zrozumieć swój świat.
Nie pouczać.
Iść na kompromisy ze sobą i światem.
Godzić się na miernotę życia.
Nie szukać szczęścia.
Nie wierzyć w sprawiedliwość świata.
Z zasady ufać ludziom.
Nie skarżyć się na życie.
Unikać rygoryzmu i fundamentalizmu."
prof. Leszek Kołakowski, "Niezbędnik Inteligenta", 18 września 2004.
Bo szczęście do ktoś do kochania i coś do zrobienia. Aż tyle.
I szczęście jest jeszcze, jak w skrzynce jest mejl, a w nim słowa od dawno
niewidzianego przyjaciela:
"i just remember your smile and desire to enjoy life when i met you!
life is turning a lot isnt it?"
Yes it is Francesc. Indeed.
poniedziałek, 13 czerwca 2011
Coraz bardziej jawa
"Moja zdolność wyrażania emocji skurczyła się do zestawu emotikonów. Na całą wmawianą mi komplikację świata mam jednoznaczne, proste reakcje: "lubię", "nie lubię". Dwa zdania do kupy jeszcze sklecę, ale jaki jest związek pierwszego z trzecim - trochę nad tym nie panuję. W ogóle ze skupieniem mam problem i ze zrozumieniem instrukcji obsługi - na szczęście wszystko jest teraz intuicyjne. Mam swoje sposoby na szybkie zdobywanie informacji, gorzej z ich przetwarzaniem i weryfikacją. Ciągle daję sobie wmawiać nowe potrzeby, kupować to, co wszyscy i mieć przy tym poczucie wyjątkowości. No bo skąd mam wiedzieć na czym polega wyjątkowość. Przecież nie czytam..."
Paweł Goźliński, Gazeta Wyborcza z 13 czerwca 2011 - wydawca Agora SA, strona 17.
To był straszny sen autora o nieczytaniu. Coraz częściej to kurewsko przerażająca jawa.
Paweł Goźliński, Gazeta Wyborcza z 13 czerwca 2011 - wydawca Agora SA, strona 17.
To był straszny sen autora o nieczytaniu. Coraz częściej to kurewsko przerażająca jawa.
niedziela, 12 czerwca 2011
Czarnohora
Wszystko odmierzane było krokiem. Wszystkie czynności. Całe życie. Wystarczyło tylko iść. Pasły się konie, padał deszcz, przez przełęcze wędrowały chmury. Po prostu. Z ogromnym spokojem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)