Z Truskawca marszrutką jest rzut kamieniem do Drohobycza. Stary ford transit cudem jeszcze trzymał się w jednym kawałku. Gdy zajeżdżał na mały placyk w Truskawcu zostawił za sobą czarny kłąb dymu i smrodu. Kierowca był ogromny, twarz miał brudną i zmęczoną, choć ruszał się żwawo. Ledwo stanął zaczął palić i podkręcił w radiu ukraińskie disco do granic znośności. Zacząłem rozmawiać z nim po polsku. Najpierw zaczął krzyczeć, choć jego oczy nie były w najmniejszym stopniu gniewne. Powtarzał jakieś zdanie, w kółko, za każdym razem coraz głośniej. Przysuwał się przy tym coraz bliżej. Byłem przekonany, że zaraz albo mnie pierdolnie albo Bóg wie co jeszcze innego przyjdzie mu do głowy. On jednak otworzył drzwi szoferki i wpuścił mnie na siedzenie koło siebie. Cały samochód w trakcie drogi do Drohobycza wypełniał nieznośny zapach spoconego człowieka. Oprócz tego staruszki jadące na targ do Drohobycza miały przeróżnej maści produkty rolne, popakowane w bezbrzeżnych siatkach. Wymieszane zapachy tworzyły jeden dziki ferment ukraińskiej zwyczajności. Dla nich była to codzienność. Absolutnie nic nadzwyczajnego. Dla mnie, pośród tego dzikiego kramu, poczucie, że żyję z całych sił.
O Drohobyczu można by pisać wiele. W jego uliczkach można się zatracić. Spacerować w słońcu bez końca. Panuje powszedniość, opleciona delikatnie innością, podszyta tęsknotą, zakropiona szczęściem. Tak właśnie smakują drobne, obce miasta, które adoptują mnie na swojego obywatela. Rynek drohobycki jest bardzo schludny. Jednak to mała ojczyzna Brunona Schultza. Z jego słowem ciężko się zmierzyć:
„Rynek był pusty i żółty od żaru, wymieciony z kurzu gorącymi wiatrami, jak biblijna pustynia. Stare domy, polerowane wiatrami wielu dni, zabarwiały się refleksami wielkiej atmosfery, echami, wspomnieniami barw, rozproszonymi w głębi kolorowej pogody. Zdawało się, że całe generację dni letnich obtłukiwały kłamliwą glazurę, wydobywając z dnia na dzień wyraźniej prawdziwe oblicze domów, fizjonomię losów i życia, które formowało je od wewnątrz. Teraz okna oślepione blaskiem pustego placu, spały; balkony wyznawały niebu swą pustkę; otwarte sienie pachniały chłodem i winem.”
Wszedłem na krótki moment do drohobyckiej fary. W ręku miałem przewodnik napisany po polsku. Bez słowa podszedł do mnie kościelny, Stanisław Wieniarz. Zaczął snuć historie, przeróżne, przedziwne, tutejsze. O mieście, o kościele, o dzwonnicy i o Schultzu. Emanował spokojem, nic nie chciał, poza przekazaniem paru zdań historii. Jego oczy nie błyszczały pasją, miał wyraz twarzy człowieka spełniającego swój obowiązek. Gestykulował rzadko i nieznacznie, po polsku mówił świetnie. Na koniec chciał mi sprzedać obrazki Przenajświętszej Panienki. Mówił, że na kościół. Nie chciałem Panienki, bez słowa pożegnania odszedł urażony. Spokojny i leniwy w swym urażeniu.
sobota, 11 czerwca 2011
Czasem
Czasem człowiek się spina. Spina się, jak cholera. I to nie jest dobre.
Bo życie to nie taka poważna sprawa, jak zwykło nam się wydawać.
W życiu trzeba żyć samym Życiem, a nie naszymi o nim wyobrażeniami.
Czasem te wyobrażenia zasłaniają dosłownie wszystko. Ot co.
Bo życie to nie taka poważna sprawa, jak zwykło nam się wydawać.
W życiu trzeba żyć samym Życiem, a nie naszymi o nim wyobrażeniami.
Czasem te wyobrażenia zasłaniają dosłownie wszystko. Ot co.
środa, 18 maja 2011
'Pozwolić życiu mówić'
"Nie jest sztuką zbudować sobie dach nad głową.
Sztuką jest zbudować taki dach, który nie przesłoni nieba."
Diementij Filipow
Sztuką jest zbudować taki dach, który nie przesłoni nieba."
Diementij Filipow
piątek, 13 maja 2011
Chwile
Czasem przez dłuższą chwilę słowa nie przychodzą. Jest mnóstwo myśli, czasem ich brak. Spokój zupełny. Szczęścia dotknięcie. Chwile spełnienia. Ale słów nie ma. Nie ma jak o tym opowiedzieć. I może to właśnie znak, że te chwile są ważne.
Kiedy bez zakwitnie, deszczem będzie pachnieć, wiatr będzie wiał ciepły.
Jak słów nie ma, to są spotkania z ludźmi. W książkach. Dziś zostawię Was z dwoma mężczyznami:
"Nie na darmo wyprowadziłem się tutaj. To nie jest fiu-bździu, że sobie chciałem pokowboić w Bieszczadach, tylko potrzebowałem samotności, żeby nie być rozpraszanym. Prawdziwa wolność jest samotnością. Bez poglądów, bez niczego. Pustka. I definiujesz swoją samotność wobec świata, wobec śmierci."
To Andrzej Stasiuk, bo któż inny miałby to być?
"W życiu warto dążyć do momentów, w których ludzie mogą się na nowo zobaczyć."
Czyż nie? A to już Wiktor Osiatyński. I słów już starczy tego wieczoru. Już padły wszystkie.
Kiedy bez zakwitnie, deszczem będzie pachnieć, wiatr będzie wiał ciepły.
Jak słów nie ma, to są spotkania z ludźmi. W książkach. Dziś zostawię Was z dwoma mężczyznami:
"Nie na darmo wyprowadziłem się tutaj. To nie jest fiu-bździu, że sobie chciałem pokowboić w Bieszczadach, tylko potrzebowałem samotności, żeby nie być rozpraszanym. Prawdziwa wolność jest samotnością. Bez poglądów, bez niczego. Pustka. I definiujesz swoją samotność wobec świata, wobec śmierci."
To Andrzej Stasiuk, bo któż inny miałby to być?
"W życiu warto dążyć do momentów, w których ludzie mogą się na nowo zobaczyć."
Czyż nie? A to już Wiktor Osiatyński. I słów już starczy tego wieczoru. Już padły wszystkie.
sobota, 30 kwietnia 2011
PKB
No więc do czego dążymy w naszym nieustannym rozwoju? Do tego, żeby gospodarka galopowała. Żeby miejsc pracy nigdy nie brakło. Żebyśmy od świtu do zmierzchu mogli ciężko pracować, by nasze konta nie czuły się opuszczone przez gotówkę. Dążymy do tego, żeby było wygodnie. Żeby auta były z salonu, garaże na pilota, oświetlenie na fotokomórkę. Chcemy, żeby PKB per capita było najwyższe w regionie, na kontynencie, na świecie. I w czym problem?
Za Robertem Kennedy'm:
"PKB uwzględnia koszty systemów ochrony instalowanych w celu strzeżenia naszych domów oraz zabezpieczeń więzień, w których przetrzymujemy przestępców włamujących się do naszych mieszkań. Uwzględnia on programy telewizyjne, które gloryfikują przemoc, aby producenci mogli sprzedawać dzieciom swoje produkty.
Jednocześnie wskaźniki PKB nie odnotowują stanu zdrowia naszych dzieci, poziomu naszego wykształcenia ani radości, jaką czerpiemy z naszych zabaw. Nie mierzą piękna naszej poezji ani trwałości naszych małżeństw. Nie mówią nam nic na temat jakości naszych dyskusji politycznych ani prawości naszych polityków. Nie biorą pod uwagę naszej odwagi, mądrości i kultury. Wskaźniki PKB mierzą wszystko oprócz tego, co nadaje sens naszemu życiu."
Więc możemy dalej płacić krocie i szukać wszędzie sposobów, by oszczędzać czas, który ponoć jest pieniądzem i jest tak bardzo cenny. Możemy też zadać sobie pytanie, czy marnowanie czasu nie jest czymś, co pozwoli nam nie zwariować? Czy warto pracować tak ciężko, by zabrakło czasu na szczęście?
Za Robertem Kennedy'm:
"PKB uwzględnia koszty systemów ochrony instalowanych w celu strzeżenia naszych domów oraz zabezpieczeń więzień, w których przetrzymujemy przestępców włamujących się do naszych mieszkań. Uwzględnia on programy telewizyjne, które gloryfikują przemoc, aby producenci mogli sprzedawać dzieciom swoje produkty.
Jednocześnie wskaźniki PKB nie odnotowują stanu zdrowia naszych dzieci, poziomu naszego wykształcenia ani radości, jaką czerpiemy z naszych zabaw. Nie mierzą piękna naszej poezji ani trwałości naszych małżeństw. Nie mówią nam nic na temat jakości naszych dyskusji politycznych ani prawości naszych polityków. Nie biorą pod uwagę naszej odwagi, mądrości i kultury. Wskaźniki PKB mierzą wszystko oprócz tego, co nadaje sens naszemu życiu."
Więc możemy dalej płacić krocie i szukać wszędzie sposobów, by oszczędzać czas, który ponoć jest pieniądzem i jest tak bardzo cenny. Możemy też zadać sobie pytanie, czy marnowanie czasu nie jest czymś, co pozwoli nam nie zwariować? Czy warto pracować tak ciężko, by zabrakło czasu na szczęście?
czwartek, 7 kwietnia 2011
Skazany na bluesa
Dziś mija rok od kiedy gitara zabiła Wojtka Szymańskiego.
Nigdy by się nie zgodził, byśmy gniewali się na życie za to,
co się stało. Brązowy Gibson SG i czerwony Marshall Valvestate
mieszkają teraz ze mną. I słuchamy razem wiatru.
Jest w nas szczęście. Bo szczęście to zgoda na wszystko.
Szczęście nie sprawia, że tęsknota znika…
Nigdy by się nie zgodził, byśmy gniewali się na życie za to,
co się stało. Brązowy Gibson SG i czerwony Marshall Valvestate
mieszkają teraz ze mną. I słuchamy razem wiatru.
Jest w nas szczęście. Bo szczęście to zgoda na wszystko.
Szczęście nie sprawia, że tęsknota znika…
sobota, 2 kwietnia 2011
Haj
Jest hałas i jest gwar. Czuć papierosowy dym i głębokie odetchnięcie po całym tygodniu pracy. Wszyscy są tu po to, by zapomnieć na chwilę, że są jakieś zmartienia. Stajesz stopień powyżej i przestajesz widzieć, bo niebiesko-czerwone lampy świecą Ci prosto w oczy. Wystarczą dwa pierwsze dźwięki i cały świat, wszystkie kontynenty i oceany, wszystkie miejsca, które znasz i kochasz, wszyscy ludzie, którzy żyją w Tobie... to wszystko jest centymetr przed Twoją twarzą. Zamykasz swój świat w mikrofonie. I wracasz na miejsce dopiero chwilę po ostatnim takcie. I ta podróż to najlepszy naturalny haj, jaki znasz...
Subskrybuj:
Posty (Atom)